Patchistory – gra cywilizacyjna pełną gębą

Zapewne podejrzewacie, że w Melanżowni grywamy tylko w lekkie gierki z przerwami na móżdżenie przy grach logicznych. Nic bardziej mylnego! Otóż gry 2-3 godzinne zajmują nam niewiele mniej czasu, jednakże w ich przypadku zazwyczaj skaczemy z kwiatka na kwiatek. Przyczyna tego jest prosta, otóż mało która długa gra zyskała w naszych oczach tyle uznania, abyśmy byli skłonni poświęcać jej kolejne godziny. I właśnie jednym z tych niewielu wyjątków jest gra Patchistory, w której zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Tak więc oglądajcie, bo tej grze zdecydowanie warto poświęcić kawałek swojego życia ;)

  • Nic dodać nic ująć. Świetna gra

    • Łukasz Gralak

      Marcin, interesuje mnie Twoja opinia w kwestii licytacji kafli – w swoich wrażeniach z rozgrywki dość chłodno wyraziłeś się o tym aspekcie gry. Ja zasadniczo również nie przepadam za tą mechaniką (lub może precyzyjniej – licytacja jest dla mnie mechaniką do gier stricte licytacyjnych, mniej chętnie ja widzę, jako element bardziej kompleksowej gry).

      W wypadku Patchistory licytacja jednak wydaje mi się naprawdę dobrze działać. Przede wszystkim, o czym wspomniałem w filmiku, daje (choćby czasem iluzoryczne) poczucie, że mogę powalczyć o każdy interesujący mnie kafel. W pełni się zgodzę, że to dość prosty sposób na autozbalansowanie rozgrywki, ale fakt, że nie można obniżyć zaoferowanej stawki dodaje napięcia i pikanterii aukcji (nawet, gdy wybrałem kafel, którym inni nie są zainteresowani, to i tak obserwuję rozwój wypadków w stresie, bo przecież zaraz któryś z przegranych może mi się na niego wpakować z „grubą kasą).

      No po prostu wydaje mi się, że to tu działa i nawet niewielka innowacyjność rozwiązania (to już „ten wiek” i „ten poziom” doświadczenia, że brak innowacji często staje się wadą samą w sobie) nie psuje mi jego odbioru.

      • Właśnie dlatego że licytacja wpływa na autozbalansowanie rozgrywki wydaje mi się drogą na skróty dla designera. Ale przyznaję że nie mam lepszego pomysłu i nie chce mi się sprawdzać czy jakies inne rozwiązanie byłoby lepsze. Akceptuję je (i też się zgadzam, że niemożliwość obniżenia stawki jest świetny ruchem „Naprawdę chcesz mnie przelicytować? Przecież wiesz że mam więcej kasy i Cię przebiję, a ty będziesz musiał kupić za więcej kasy coś co Ci się nie przyda” ;) ), ale to po prostu nie jest moja ulubiona faza tej gry. W 2/3 gry ta licytacja po prostu zaczyna mnie lekko nużyć, ale nie na tyle żeby zepsuć wrażenia z rozgrywki :)
        Podsumowując: nie jestem fanem licytacji, ale ta tutaj jest dla mnie ok i nie psuje mi odbioru gry – czyli jak ktoś lubi licytację to powinien być w 7 niebie ;)

        • Łukasz Gralak

          Bartek jest właśnie miłośnikiem takich targów i faktycznie błogi uśmiech zawsze rozświetla jego facjatę, za każdym razem, gdy zdoła wykiwać współgraczy (a to niestety wychodzi mu nader często;)

  • Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #440. - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()